Im wyższe miejsce na liście, tym mniej kobiet

System kwotowy gwarantujący każdej z płci m.in. 35 proc. miejsc na listach, zmusił partie do szukania kandydatek na zewnątrz. Na początek Kongresu Kobiet serwis MamPrawoWiedziec.pl sprawdza, na ile poważnie partie traktują udział kobiet w polityce.

Maciej Szczepański
Dodane 12 maja 2014

W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. system kwotowy jeszcze nie obowiązywał. 77 proc. kandydatów było mężczyznami. W 2014 r. kobiety dostały już 43 proc. miejsc. Czy to oznacza, że rola kobiet w sferze politycznej zyskuje na znaczeniu?

Reguła jest prosta: im wyższe miejsce na liście, tym mniej kobiet. Mężczyźni zajmują większość z pierwszych pięciu miejsc na listach wyborczych. To szczególnie zauważalne dla jedynek, trójek, piątek, gdzie kobiety stanowią odpowiednio 20, 37 i 40 proc. kandydujących. Interesujące są dwójki, ponieważ odzwierciedlają strukturę płci na listach wyborczych w ogóle: kobiety stanowią 43 proc. kandydujących z drugiego miejsca, mężczyźni – 57 proc. Z miejsca 6., 8. i 9., startuje odpowiednio 55, 55, 56 proc. kobiet. Siódemki i dziesiątki dostali raczej mężczyźni – kobiety to 46, 37 proc. kandydatek. Kandydaci będący na szczycie list są postrzegani jako twarze w poszczególnych okręgach. W wyborach do PE na 130 jedynek 26 to kobiety, na miejscu drugim jest ich 56, na trzecim – 47. Liczna reprezentacja kobiet na niższych miejscach (szóste-dziewiąte) wskazuje, że ich rola w partiach jest marginalna.

Kobiety są słabiej zakorzenione w partiach. 40 proc. kandydatek nie należy do partii politycznej (wśród mężczyzn – tylko 25 proc.). Jednocześnie, lepszą pozycję polityczną mają kandydatki z komitetów partyjnych. Wśród 26 jedynek, pięć jest obecnie europosłankami – Lidia Geringer de Oedenberg (SLD-UP), Danuta Hübner (PO), Elżbieta Łukaciejewska (PO), Joanna Senyszyn (SLD-UP), Róża Thun (PO), sześć jest posłankami – Anna Fotyga (PiS), Beata Kępa (SP), Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO), Julia Pitera (PO), Krystyna Łybacka (SLD-UP), Barbara Kurdycka (PO). Cztery ostatnie posiadają też doświadczenie w administracji centralnej.

Na dwójkach również znajdują się kobiety z doświadczeniem politycznym. Trzy są europosłankami, 11 zasiada w Sejmie. Wraz z coraz niższą pozycją na liście doświadczenie posłanek na poziomie krajowym i europejskim ubożeje. Zwiększa się natomiast grupa kandydatek pełniących funkcje samorządowe – od numeru czwartego jest to najliczniejsza grupa z doświadczeniem politycznym.

Do partii częściej należą kandydatki z okręgów zachodnich. W dolnośląskim, śląskim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim do partii przynależy odpowiednio 75, 73, 69, 68 proc. kobiet na listach. Odwrotnie jest na podkarpaciu, w pomorskim, mazowieckim i w Warszawie – kobiety członkinie partii stanowią odpowiednio 52, 52, 48, 47 proc.

Na Podkarpaciu blisko połowa kandydatek wzięła się spoza polityki. Tutaj, spośród 38 startujących kobiet 18 nie ma za sobą działania w partii, pracy w administracji, samorządzie, ani parlamencie, nie ma doświadczenia akademickiego, nie deklaruje, że działa w organizacjach pozarządowych. Odmiennie sytuacja wygląda w Warszawie – w wyborach startują 42 kandydatki, mniej niż połowa należy do partii, ale tylko dziewięć nie ma za sobą doświadczenia w działalności publicznej. To podobny wskaźnik jak w okręgach charakteryzujących się silnym upolitycznieniem wśród kobiet, np. w okręgu dolnośląsko-opolskim, gdzie kandydatki częściej rekrutują się z partii politycznych, także tylko dziewięć nie posiada takiego doświadczenia.Warszawskie kandydatki górują nad resztą okręgów doświadczeniem zawodowym, wiedzą ekspercką, przy jednoczesnej niezależności od struktur partyjnych.

Wszystkie komitety wystawiły większą od wymaganej przez system kwotowy reprezentację kobiet: 42-44 proc. list to kandydatki. Najmniejszy udział kandydatek ma PSL – 40 proc. a dalej Nowa Prawica Janusza Korwina-Mikke, Platforma Obywatelska oraz Ruchu Narodowy – po 42 proc. Kobiety na listach chętnie widziały komitety SLD-UP, Partii Zielonych, Europy+ Twój Ruch, odpowiednio: 46, 49, 50 proc.

W stosunku do poprzednich eurowyborów liczba kandydatek znacznie się zwiększyła (z 23 na 43 proc.). Nie oznacza to jednak, że wraz ze wzrostem obecności kobiet na listach, można je uznać za aktorów politycznych pierwszego planu. Świadczy o tym przede wszystkim dysproporcja pomiędzy mężczyznami a kobietami na jedynkach oraz, że im niższa pozycja na liście, tym kobiet jest więcej. System kwotowy obnażył słabość partii w niektórych okręgach.Świadczy o tym konieczność zaproszenia na listy kobiet bez doświadczenia w działalności politycznej i nie związanych wcześniej ze strukturami. Znacząca część kobiet wzięła się „znikąd” – nie należą do partii politycznych, a 69 proc. z nich nie mają doświadczenia samorządowego, parlamentarnego, nie pełniły urzędu w administracji centralnej. Prawdopodobnie część kandydatek została więc zaproszona na listy ze względu na płeć, a niekoniecznie z powodu posiadanych kompetencji. Pytanie, czy ich zaistnienie, nawet w sposób marginalny, w strukturze partyjnej, może pomóc we wprowadzaniu nowych tematów na agendę partii? Czy wchodząc na listy kobiety zaczną rościć sobie prawo do głosu, również w codziennej pracy partyjnej?

 
Współpraca: Róża Rzeplińska
Podobał ci się tekst? Udostępnij go klikając w przycisk po prawej stronie!

Przeczytaj też najpopularniejsze teksty ostatnich tygodni

Dziennikarstwo danych, czyli o samorządzie inaczej.

Nowa prawa w tym tygodniu (28 sierpnia - 3 września 2017 r.)

Nowe prawa w tym tygodniu (21 - 27 sierpnia 2017 r.)