Krystyna Szumilas jako minister edukacji w 2001 r. Fot. Grzegorz Rogiński/KPRM

Szumilas (PO): Jak to się stało, że gimnazja się sprawdziły

Gdyby nie wycofanie się z obniżenia wieku szkolnego przez obecny rząd, można było zapewnić każdemu dziecku miejsce w przedszkolu – mówi posłanka PO Krystyna Szumilas, była minister edukacji, w rozmowie z MamPrawoWiedziec.pl.

Wojciech Gąsior
Dodane 10 października 2016

[GIMNAZJA I WYRÓWNYWANIE SZANS]

Czeka nas likwidacja gimnazjów, powrót ośmioletnich podstawówek i czteroletniego liceum. Gimnazja się nie sprawdziły?

Gimnazja wrosły w strukturę naszego szkolnictwa. Ich wprowadzenie było bardzo kontrowersyjnym pomysłem, ale po piętnastu latach okazało się, że spełniły trzy główne zadania, które im postawiono. Po pierwsze, gimnazja sprawiły, że krótsza, sześcioletnia szkoła podstawowa jest bardziej przyjazna dla najmłodszych dzieci. Siedmiolatki nie dzielą jednego korytarza z dwa razy starszymi uczniami.

Po drugie gimnazja podniosły poziom kształcenia. W Polsce szkolnictwo jest bardzo rozdrobnione, ponad połowa szkół to małe, wiejskie szkoły, w których uczy się nie więcej niż dwustu uczniów. Trudno było dobrze kształcić w nich uczniów starszych klas.

Co to znaczy „dobrze kształcić”?

Korzystać z dobrze wyposażonych pracowni naukowych i dobrych nauczycieli. Do 1999 r. w ponad połowie szkół podstawowych przedmiotów kierunkowych (chemii, biologii, fizyki) często uczyli nauczyciele bez kwalifikacji. W małych szkołach specjaliści po prostu nie mieli etatu. Gdy na terenie danej wsi lub małej miejscowości stworzono jedno gimnazjum, możliwe stało się jego doposażenie i zatrudnienie tam fachowców.

Mówi pani o wyrównywaniu szans.

Tak. Trzecim strzałem w dziesiątkę było wydłużenie wspólnego kształcenia o rok. Mamy więc obecnie łącznie dziewięć lat bez selekcjonowania uczniów, a wczesne selekcjonowanie uczniów powoduje, że nie mają oni równych szans.

Badania PISA potwierdziły, że diagnoza i sposób wyjścia z problemu były słuszne. W 2000 r. byliśmy w nich poniżej średniej europejskiej. Gdy wtedy patrzyliśmy na Finlandię, wydawało się nam, że nie dogonimy jej pod żadnym względem, bo nasze systemy edukacyjne i kultura kompletnie się różnią. Dzisiaj, dzięki gimnazjom, jesteśmy z Finlandią niemal na równi.

[FINANSOWANIE EDUKACJI, ROLA SAMORZĄDU TERYTORIALNEGO]

W 2015 r. subwencja oświatowa (pieniądze z budżetu państwa przeznaczone na organizację pracy szkół przez samorządy) była planowana na 40 mld zł. Czy pani zdaniem wydatki na edukację powinno się zwiększyć?

Każdy polityk powie, że tak. Równie ważne jest to, czy pieniądze zostaną wydane efektywnie na działania podnoszące poziom kształcenia? Podniesienie subwencji oświatowej po to, by stworzyć nowy system szkolny jest marnowaniem pieniędzy. Zamiast tego można by je wydać na wyposażenie szkół w nowoczesne narzędzia edukacyjne, np. multimedia i pracownie naukowe oraz na wyszkolenie nauczycieli.

Czy państwo powinno wspierać samorządy w utrzymaniu mniejszych szkół, nawet jeśli są one droższe?

Jako koalicja PO-PSL wprowadziliśmy w 2009 r. przepisy dotyczące przekazania małych szkół organizacjom pozarządowym, by nie obciążać samorządów kosztami. Zatrzymywanie na siłę szkoły, w której uczy się piętnastu uczniów, może być dla tych dzieci złe, bo obok może być szkoła, która jest i dostępna, i lepiej wyposażona, i przyniesie sukces edukacyjny wychowankom.

Z drugie strony, samorządy nie powinny likwidować szkół tylko po to, by zaoszczędzić trochę pieniędzy. My wspieraliśmy je w utrzymaniu niektórych małych szkół, ale nie należy blokować im możliwości likwidowania tych, w których wszyscy zgadzają się, że likwidacja byłaby dobrym rozwiązaniem. PiS natomiast nie pozwolił zlikwidować żadnej szkoły.

[NAUCZYCIELE]

Czy pani zdaniem należałoby znieść Kartę Nauczyciela i zatrudniać nauczycieli na podstawie przepisów Kodeksu Pracy?

Kartę Nauczyciela trzeba zmodyfikować. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nauczyciele byliby zatrudniani tylko i wyłącznie na podstawie Kodeksu Pracy, ale dzisiejsza karta wymaga modernizacji. Nauczyciel jest szczególnym zawodem chociażby ze względu na organizację pracy szkoły. Nie wyobrażam sobie nauczyciela matematyki, który idzie na urlop w październiku. Niektóre przepisy trzeba dostosować, niektóre rozluźnić, z niektórych zrezygnować, bo są archaiczne.

Może nauczyciele powinni być rozliczani z 40-godzinnego tygodnia pracy, tak jak inne grupy zawodowe?

Tak. Ale chodzi o to, by nauczyciel rejestrował też czas pracy spędzony na doskonaleniu się i na kontaktach z rodzicami.

Włącznie z pracą w domu?

Nie. Ale np. gdy jest na radzie pedagogicznej, to powinien mieć to udokumentowane. Dziś de facto nie wiemy, ile czasu nauczyciel spędza w szkole. Ile na spotkaniach z rodzicami? Ile na dodatkowych rozmowach z dziećmi?

Czy wynagrodzenie nauczycieli powinno być uzależnione od wyników ich uczniów na egzaminach zewnętrznych?

To trudne pytanie. Jest wiele czynników, które składają się na rozwój ucznia. Wszystkie badania potwierdzają, że największą rolę odgrywa dom, w którym uczeń dorasta. Już w wieku dwóch lat, zasób słów dziecka pozwala przewidywać, czy w przyszłości odniesie ono sukces edukacyjny – dlatego ważna jest wczesna edukacja przedszkolna.

Nie jestem za powiązaniem wynagrodzenia nauczycieli z wynikami ich uczniów na egzaminach zewnętrznych. Nauczyciel dostaje zespół osób na określonym poziomie i jego zadaniem jest polepszyć jego wyniki. Dlatego wprowadziliśmy zasadę wartości dodanej. Mówi nam ona, jakie kompetencje miał uczeń na wejściu do szkoły i czy na wyjściu je poprawił. Niestety w tej chwili przez likwidację sprawdzianu szóstoklasisty nie będzie do czego porównywać.

[6 LATKI I PRZEDSZKOLA]

Czy dzieci powinny zaczynać edukację w wieku 6 lat?

Tak. Edukacja najmłodszych dzieci jest niezwykle istotna i jestem dumna, że udało mi się doprowadzić do sytuacji, w której ponad 80 proc. dzieci od trzech do pięciu lat jest objęte wychowaniem przedszkolnym. Kiedy zaczęłam pracować w ministerstwie w 1989 r. i popatrzyłam na dane, ponad połowa dzieci w Polsce pierwszy kontakt z edukacją miała w wieku sześciu lat; dzieci wiejskie szły do oddziału przedszkolnego przy szkole, a nie do przedszkola.

Dziś samorządy nie kwestionują konieczności tego, że dla dzieci trzeba stworzyć miejsca w przedszkolu. Wzięły na barki ten obowiązek. Jako minister przeznaczyłam na ten cel dotację przedszkolną. W przedszkolu może być każde dziecko, którego rodzice sobie tego życzą. Wzrosła świadomość rodziców, że to dla dziecka dobre. W tym roku naprawdę można było to zrobić, gdyby nie wycofanie się z obniżenia wieku szkolnego przez obecny rząd.

Czy tej decyzji nie powinno pozostawić się rodzicom?

Szanuję decyzję rodziców, ale są przypadki, w których rodzic nie jest specjalistą. Kiedy dziecko jest chore, to nie leczy go na własną rękę, tylko zasięga opinii specjalistów. Dokładnie tak jest z dzieckiem w procesie wychowawczo-edukacyjnym.

Dzisiejsze pokolenie to w większości jedynaki – rodzicowi brakuje doświadczeń, by stwierdzić, czy dziecko jest gotowe na edukację szkolną. Nie jest psychologiem. Jeśli sześciolatek jest gotowy do podjęcia nauki, powinien iść do szkoły. Dziś, gdy część dzieci rozpoczyna naukę w wieku sześciu, a część siedmiu lat, rodzic boi się, że jeśli pośle sześciolatka do szkoły, to będzie w jednej klasie ze starszymi dziećmi. Pełny wybór miałby wtedy, gdyby miał gwarancję, że jego dziecko będzie się uczyć w grupie rówieśniczej.

Rząd zwiększył rolę kuratorium oświaty w wyborze dyrektorów szkół.

Jestem temu zdecydowanie przeciwna. Każdy model powinien być z jednej strony oparty o tradycję i kulturę, z drugiej o jasny podział kompetencji. W naszej tradycji jest głęboko zakorzenione to, że dyrektora wybierał kurator oświaty i często traktujemy go jak eksperta. Ale kurator nie jest ekspertem od edukacji. Instytucja kuratora pochodzi z czasów socjalizmu, któremu przyświecało myślenie, że jak postawimy przedstawiciela państwa na czele komisji konkursowej, to on wybierze najlepszego reprezentanta interesów uczniów.

Minister może teraz ręcznie sterować kuratorami. Będzie mógł wskazywać tych dyrektorów, z którymi ma zbieżne poglądy i tych którzy mu się nie podobają, bo wpuszczają organizacje pozarządowe do szkoły.

Może powinna decydować lokalna społeczność lub rodzice?

Nie mamy tradycji prowadzenia szkół przez społeczności. Szkoły prowadzone przez rady rodziców wypracowywały ten model przez lata. Dzisiaj główny głos należy do samorządu terytorialnego, ale nie uważam, że samorząd powinien dominować. Odpowiada za finanse i ponosi odpowiedzialność za szkołę. Nadzór pedagogiczny, czyli kurator, powinien kontrolować jasno określone kwestie i decydować wtedy, gdy samorząd nie spełnia swojej roli – na przykład próbuje ograniczać autonomię dyrektora w sprawach związanych z edukacją.

[TREŚĆ I FILOZOFIA NAUCZANIA]

Czego przede wszystkim powinna uczyć szkoła? Umiejętności potrzebnych na rynku pracy? Ogólnych kompetencji jak samodzielne zdobywanie wiedzy i odpowiedzialność za własny rozwój? Szacunku do innych ludzi?

Jeżeli będę odpowiedzialna za siebie i za otoczenie, to będę też odpowiedzialna i za szacunek wobec kobiet i mężczyzn. Jeżeli będę umiała zdobywać wiedzę i będę odpowiedzialna za własny rozwój, to będę miała te kompetencje na rynku pracy. W ogólnych kompetencjach zawierają się szczegółowe.

To znaczy, że jest pani przeciwniczką specjalizacji? Należałoby na przykład rozszerzyć nauczanie przedmiotów ogólnych w liceach niezależnie od profilu klasy?

Nie. Marzenie obecnej władzy o liceum ogólnokształcącym jest tak naprawdę marzeniem o starym typie nauczania sprzed 50 lat, czyli poznawaniu po kolei faktów i dat. Jestem zwolenniczką innego podejścia do kształcenia. Takiego, w którym ważna jest umiejętność krytycznego spojrzenia, wyciągania własnych wniosków, zrobienia projektu, szerokiego spojrzenia na dane zagadnienie historyczne. Nie chcę wracać do starego typu uczenia się.

Krystyna Szumilas – posłanka Platformy Obywatelskiej, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży. Przez kilkanaście lat pracowała jako nauczycielka. Była pełnomocnikiem zarządu miasta ds. oświaty w Knurowie oraz dyrektorką miejskiego zespołu jednostek oświatowych. W latach 2007-2011 pełniła funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji, a w latach 2011-2013 ministra edukacji w rządzie Donalda Tuska

Podobał ci się tekst? Udostępnij go klikając w przycisk po prawej stronie!

Przeczytaj też najpopularniejsze teksty ostatnich tygodni

Dziennikarstwo danych, czyli o samorządzie inaczej.

Nowa prawa w tym tygodniu (28 sierpnia - 3 września 2017 r.)

Nowe prawa w tym tygodniu (21 - 27 sierpnia 2017 r.)