grafika: Karolina Kotowska

Kraje wyszehradzkie chcą wolności i bezpieczeństwa

Pełne przyjaźni deklaracje czterech przywódców sojuszu w ostatnich latach kilkukrotnie zderzyły się z rzeczywistością. Mimo narastających różnic przynajmniej w kilku sprawach Grupa potrafiła mówić jednym głosem.

Magdalena WnukWojciech Gąsior
Dodane 28 lutego 2018

– Uważam, że współpraca w ramach Grupy Wyszehradzkiej jest pożądana przez wszystkich członków, ponieważ jeśli te kraje będą działać oddzielnie, będą miały mniejszą siłę przebicia – powiedział w grudniu 2017 r. prezydent Czech Miloš Zeman.

W deklaracjach polityków V4 to ważny sojusz. Przywódcy czterech krajów wzajemnie zapewniają się o swojej lojalności i wspólnych perspektywach polityczno-gospodarczych, takich jak inwestowanie w nowe technologie i rozwój innowacji w regionie. Premier Beata Szydło w czerwcu powiedziała, że kraje Grupy łączy „nie tylko polityka i UE, łączy nas prawdziwa przyjaźń naszych regionów i zrozumienie dla własnych spraw".

Jak pokazują badania Trends of Visegrad European Policy, przeprowadzone wśród dziennikarzy, urzędników i polityków z krajów wyszehradzkich, opinia o V4 jako mocnym sojuszu jest nie tylko wyrażana przez przywódców państw, ale także środowiska eksperckie. W ślad za nią nie idzie jednak przekonanie o tym, że V4 jest w stanie forsować w UE swoje stanowisko, nawet jeśli w wielu sprawach jest ono wspólne dla wszystkich członków Grupy.

Przez ostatni rok serwis MamPrawoWiedziec.pl razem z trzema innymi organizacjami z Czech, Słowacji i Węgier przyglądał się Grupie Wyszehradzkiej i jej polityce na arenie europejskiej. Prezentujemy najważniejsze wnioski z naszej analizy.

Nie chcemy ingerencji w nasze sprawy

Wśród spraw łączących V4 można wymienić kilka, które wiążą się z ich wspólną przeszłością i podobną kulturą. Przykładem jest niechęć V4 do ingerowania Unii w ich wewnętrzne sprawy. Stanowisko to wynika z doświadczeń przeszłości (wszystkie cztery niecałe 30 lat temu wyzwoliły się z systemu komunistycznego) i widać je wyraźnie w sporze Unii Europejskiej z Węgrami i Polską wokół praworządności i zachowywania demokratycznych wartości. Sprawa jest tematem dyskusji na forum UE przynajmniej od 2010 r., kiedy Viktor Orban po raz drugi został premierem Węgier, ale nabrała na znaczeniu po kontrowersyjnych decyzjach legislacyjnych PiS w Polsce.

Konserwatywni i eurosceptyczni politycy V4 wprost sprzeciwiają się temu, aby UE narzucała im reguły demokratycznego rządzenia, podkreślając dokonania krajów wyszehradzkich w oporze przeciwko autorytarnemu komunizmowi. Bardziej liberalne ugrupowania też nie są w pełni przekonane do unijnej ingerencji w sprawy swoich krajów. Mimo momentami ostrej krytyki reform Orbana i partii Kaczyńskiego, wyrażanej przez ugrupowania opozycyjne w Polsce i na Węgrzech, przywódcy i europosłowie Czech i Słowacji nie zdecydowali się w pełni poprzeć decyzji Unii w uruchomieniu przeciwko Polsce Artykułu 7.

W Europarlamencie sprzeciw wobec reform w Polsce był mizerny - ostatnią rezolucję z listopada 2017 r., zgłaszającą Polskę do procedury z artykułu 7, poparła niecała jedna czwarta posłów (24 osoby ze 106, w tym 6 Polaków). Dla 40 decyzja w głosowaniu oznaczała wyłamanie się z linii frakcji. Choć w sprawie Węgier posłowie byli bardziej krytyczni, to nadal tych głosujących za ukaraniem rządu Orbana było mniej niż tych będących przeciwko (41 do 50 w głosowaniu nad rezolucją z maja 2017 r.).

Kulturowe różnice pomiędzy V4 a starą Unią widać także w ich stosunku do konwencji antyprzemocowej. Przywódcy V4 zapewniają, że krajowe systemy prawne wystarczająco chronią prawa kobiet i nie chcą ratyfikować konwencji. Twierdzą, że ingeruje ona w specyfikę kulturową ich krajów, przynosi zachodnie obyczaje, wprowadza furtkę do legalizacji jednopłciowych związków partnerskich (Słowacja) i przynosi „widmo gender”, które zagraża tradycyjnym rolom płciowym w rodzinie (Polska). Wyjątkiem są Czechy, które wprawdzie podpisały konwencję jako jedno z ostatnich państw w Europie, ale wiele z wymaganych rozwiązań prawnych już wcześniej wprowadziły. Ratyfikację odwlekają, by dostosować czeskie prawo do wymogów stawianych w dokumencie.

Jak  europosłowie V4 głosowali w sprawie akcesji UE do konwencji antyprzemocowej?

Chcemy wolności samostanowienia, ale i konkurowania

Kraje wyszehradzkie wykazały się nadzwyczajną zgodnością w swoim sprzeciwie wobec przyjęcia uchodźców w ramach mechanizmu relokacji. Stanowisko rządów poparła także większość europosłów. Za rezolucją o znamiennym tytule „W celu zrealizowania relokacji” głosowało zaledwie 14 europosłów V4. Ponad jedna trzecia, w tym głównie posłowie EPP – nielojalnie wobec linii frakcji. We frakcji ECR, do której należy m.in. PiS, linia nakazywała głosowania przeciwko relokacjom.

Orban określił sprzeciw V4 w sprawie uchodźców jako ratunek dla całej Europy: – Gdyby nie V4, tysiące ludzi nadal napływałoby do Europy, zagrażając bezpieczeństwu ludzi na kontynencie – stwierdził w czerwcu 2017 r.

Relokacje to jedna ze spraw jak dotychczas raczej „wygranych”. Unia ostatecznie nie była w stanie zmusić V4 do zaakceptowania mechanizmu, który prawdopodobnie zostanie zastąpiony przez inne rozwiązanie. Na szczycie w Brukseli 23 lutego kanclerz Niemiec Angela Merkel zapowiedziała jednak, że konsekwencją nieprzyjęcia uchodźców przez kraje Europy Wschodniej, będzie zmniejszenie im dotacji unijnych. Sprawa nie jest więc rozstrzygnięta.

Tym, co wybrali w sporach o praworządność i relokacje politycy V4, była wolność do samostanowienia. Jednocześnie oczekują od UE traktowania na specjalnych prawach. Przykładem jest stosunek do ujednolicania rynku pracy, m.in. dyrektywa o pracownikach delegowanych.

Przepisy, dające pracownikom delegowanym prawo do takiego samego ubezpieczenia, jakie mają zatrudnieni w danym kraju, zdaniem V4 godzą w prawo konkurencji przedsiębiorstw na wspólnym rynku europejskim. – Zasady rynku wspólnotowego nie mogą być dyktowane przez kraje, które tracą konkurencyjność z powodu braku reform strukturalnych rynku pracy – stwierdziła w październiku 2017 r. Szydło.

W maju państwa wyszehradzkie podpisały wspólną deklarację, w której wyraziły swoje krytyczne stanowisko w sprawie objęcia dyrektywą o pracownikach delegowanych także branży transportowej. Prace nad nowelizacją tego prawa nadal trwają. Bierze w nich udział jako kontrsprawozdawczyni (współpracuje nad kształtem prawa razem ze sprawozdawcą) czeska posłanka Martina Dlabajova (ALDE).

Niechęć do reformowania rynku pracy wyrażają nie tylko głowy państwa, ale także europosłowie V4. Ich poparcia nie uzyskała nawet bardzo ogólna propozycja ujednolicania praw pracowniczych w UE (choć nacisk położony został na kraje eurozony), wyrażona w Europejskim Filarze Praw Socjalnych. Spośród 106, przeciwko filarowi zagłosowało 55, z czego 30 zagłosowało niezgodnie z linią swojej frakcji (w sumie 44 europosłów V4 w tym głosowaniu zagłosowało niezgodnie z linią frakcji).

Jedynym krajem wyszehradzkim, dla którego propozycja Komisji Europejskiej nie była taka kontrowersyjna, była Słowacja. Filar, napisany przede wszystkim z myślą o strefie euro, oznacza dla niej co innego niż dla reszty krajów i może przyczynić się nawet do rozwoju krajowego rynku pracy. Ta szczególna sytuacja Słowacji w V4 sprawia, że Fico potrafi niekiedy zgłosić votum separatum od pełnych przyjaźni zapewnień innych przywódców grupy.

Zarówno Filar, jak i rezolucja o tzw. dumpingu socjalnym biedniejszych krajów Unii zostały przychylnie przyjęte przez większość w Parlamencie Europejskim. Opór polityków krajów wyszehradzkich na razie okazał się mniej skuteczny niż ten w sprawie relokacji.

Chcemy wolności, ale i bezpieczeństwa

Oprócz korzyści wynikających z konkurowania na wspólnym rynku europejskim przywódcy krajów wyszehradzkich oczekują od UE zapewnienia bezpieczeństwa w takich sprawach jak ochrona granic zewnętrznych, a także energetyka.

Czesi, Słowacy i Węgrzy nie tylko kładą nacisk na bezpieczeństwo granic, ale także na dobre relacje z sąsiadem UE – Rosją. Unikają krytykowania Rosji za agresję na Krymie i podkreślają konieczność utrzymywania z Putinem dobrych stosunków. Polska prowadzi w tej sprawie inną politykę i wciąż deklaruje poparcie dla proeuropejskich dążeń Ukrainy.

Polityka krajów wyszehradzkich wobec reformowania rynku energetycznego w UE jest dyktowana regionalnym interesem. Aprobatą zarówno rządów, jak i europosłów cieszy się wspólnotowy rynek przepływu gazu, ponieważ zwiększa bezpieczeństwo dostaw tego surowca.

Sztandarowy projekt UE, dotyczący ograniczania emisji gazów cieplarnianych, wzbudza u polityków V4 opór. Raczej uzasadniony, ponieważ odziedziczone po okresie komunizmu przestarzałe instalacje i rynek energii oparty na węglu (zwłaszcza w Polsce, ale również w Czechach), utrudniają szybkie dostosowanie krajowej produkcji energii do unijnych standardów czystości i efektywności.  

Sprzeciw wobec unijnych propozycji szybkiego przechodzenia na produkcję energii z odnawialnych źródeł wyrażają najmocniej Polacy. W ostatnim głosowaniu w tej sprawie w styczniu wobec linii frakcji zbuntowało się 38 posłów, byli to głównie posłowie EPP i S&D, którzy wstrzymali się od głosu, zamiast głosować za. Przeciwko było 20 Polaków, głównie z ECR.

Sprawa tzw. koszyków energetycznych (czyli tego, z jakich źródeł jest wytwarzana energia) to kolejny przykład na to, że kraje wyszehradzkie nie godzą się na nadmierne ingerowanie w ich gospodarkę i sprawy wewnętrzne.

W kluczowych dla rządów sprawach bezpieczeństwa energetycznego kraje wyszehradzkie mają silne zaplecze polityczne w postaci europosłów. W sprawach związanych z reformą rynku energii w UE sprawozdawało sześciu: Polacy Jerzy Buzek (EPP), Adam Gierek (S&D), Marek Gróbarczyk (ECR), Zdzisław Krasnodębski (ECR), Czech Miroslav Poche (S&D) i Węgier András Gyürk (EPP). Sprawozdanie Buzka w sprawie unijnej polityki gazowej poparło 89 proc. europosłów z krajów wyszehradzkich, taka zgodność nieczęsto się zdarza.

Mimo istnienia wyraźnej opozycji antyrządowej w Polsce czy Czechach, są sprawy, w których europosłowie wyraźnie zgadzają się ze stanowiskiem państwowym i głosują często zgodnie z linią krajową, a nie frakcyjną. Pozycja polskich posłów w energetyce pokazuje, że ewentualna współpraca na linii rząd – europosłowie mogłaby przynosić korzyści dla kraju. Niestety, ministerstwa nie komunikują się z europosłami i nie korzystają z ich wiedzy i kontaktów w Brukseli.

Po co ten Wyszehrad?

Grupa Wyszehradzka, choć jest sojuszem opartym na wspólnych doświadczeniach i celach, obecnie ma podobne priorytety tylko w niektórych sprawach. Przywódcy krajów wyszehradzkich potrafią bronić swoich praw do samostanowienia i przymykać oko na kontrowersyjne decyzje pozostałych członków Grupy. Różnią się jednak w strategiach na konkretne sprawy, czego przykładem jest stanowisko Słowacji w sprawie rynku pracy i reformy strefy euro oraz Polski w sprawie energetyki węglowej.

– Dla Słowacji Grupa Wyszehradzka nie jest tą żywotną przestrzenią, w której decyduje się nasza przyszłość, jest nią Unia Europejska – powiedział w kwietniu 2017 r. premier Słowacji Robert Fico.

Ta wypowiedź, choć jedna pośród innych, bardziej entuzjastycznych wobec sojuszu, to nie tylko znak, że Słowacja poddaje w wątpliwość wagę V4. Jest ona znamienna dla całego regionu. Grupa Wyszehradzka zjednoczyła się w 1991 r., aby stać się częścią Unii Europejskiej. Dzisiaj członkowie sojuszu zdają się sami nie być pewni, jakiego członkostwa w Unii by chcieli i na jakiej współpracy im tak naprawdę zależy.

Tekst powstał w ramach wspólnego projektu czterech organizacji: czeskiego Kohovolit.eu, słowackiego Demagog.sk, węgierskiego Atlatszo.hu oraz MamPrawoWiedziec.pl. "Projekt Bliżej polityki V4" jest finansowany z funduszu wyszehradzkiego. Współpraca przy zbieraniu i opracowywaniu danych: Iva Sojkova, Barbora Belovicka, Lenka Galetova, Emese Keyha. Infografiki przygotowała Karolina Kotowska.

v4
Podobał ci się tekst? Udostępnij go klikając w przycisk po prawej stronie!

Przeczytaj też najpopularniejsze teksty ostatnich tygodni

PE: Czy Unię czekają ostre cięcia finansowe?

Sejm: Drugie podejście rządu do reformy instytucji badawczych

Nowe prawa w tym tygodniu (30 kwietnia - 6 maja 2018 r.)