Fot. P. Tracz / KPRM / Flickr

Podwójny rocznik w podwójnych szkołach

Jak prezydenci miast chcą przygotować szkoły na zwiększenie liczby uczniów? W grę wchodzą m.in. nauka zmianowa, przeniesienie lekcji do innych budynków, nowe miejsca pracy dla nauczycieli.

Anna Ścisłowska
Dodane 8 lutego 2019

 

Zobacz nasz drugi tekst "Szkoła według samorządowców" >>LINK<<

 

Organizacją pracy szkół podstawowych i gimnazjów zajmują się gminy, za licea, technika i szkoły branżowe odpowiadają powiaty. W podziale administracyjnym wyróżniamy też m.in. miasta na prawach powiatu, które przejmują obowiązki gmin i powiatów. Muszą więc zająć się zarówno wygaszaniem gimnazjów, wydłużeniem nauki w szkołach podstawowych i średnich, jak i przygotowaniem odpowiedniej liczby miejsc dla uczniów z tzw. podwójnego rocznika oraz koniecznością przeniesienia nauczycieli w nowe miejsca pracy. W Polsce jest 66 miast na prawach powiatu, których prezydenci muszą zmierzyć się tymi problemami. Jak zamierzają to zrobić? Razem z “Gazetą Wyborczą” zapytaliśmy o to w specjalnej ankiecie.

W 2019 roku do szkół średnich zaaplikuje ponad 700 tys. uczniów – pierwszy rocznik absolwentów ośmioletnich szkół podstawowych i ostatni rocznik trzecich klas wygaszanych gimnazjów. To dwukrotnie więcej uczniów niż w rekrutacjach w latach 2018 i 2020. Co więcej, dla tego podwójnego rocznika szkoły będą musiały zrealizować różne programy nauczania i przygotować do dwóch różnych matur. To wszystko efekt nowej reformy oświaty z 2017 roku, likwidującej gimnazja i wydłużającej naukę w szkole podstawowej z 6 do 8 lat, w liceach z 3 do 4 lat, a w technikach z 4 do 5.

Nauczyciele będą pracować dłużej

Podstawowym problemem prezydentów miast jest zapewnienie większej liczby nauczycieli oraz pomieszczeń do prowadzenia lekcji dla podwójnego rocznika uczniów. Niemniej konieczność stworzenia nowych miejsc pracy lub znalezienia dodatkowej przestrzeni do nauki ma charakter jedynie przejściowy. Po trzech latach podwójny rocznik opuści szkoły i sytuacja wróci do stanu sprzed reformy. Spośród 35 prezydentów miast, którzy odpowiedzieli na naszą ankietę, aż 34 martwi się, jak zaangażować dodatkowych nauczycieli - optymistą pozostaje jedynie prezydent Bytomia, Mariusz Wołosz.

Jak prezydenci chcą rozwiązać problem braku kadr? Przede wszystkim chcą zwiększyć liczbę godzin pracy już zatrudnionych pedagogów i zatrzymać tych w wieku emerytalnym, chcą też - jak prezydent Lublina, Krzysztof Żuk - skorzystać z kadry nauczycielskiej likwidowanych gimnazjów. Samorządowcy chętnie zatrudnią także młodych nauczycieli na trzyletnie kontrakty. To może okazać się jednak trudne, ponieważ już teraz w szkołach brakuje nauczycieli niektórych specjalności np. matematyki, informatyki, języków obcych. A jak wynika z naszego badania, prezydenci nie są gotowi do zwiększenia wynagrodzeń nauczycieli w związku z kumulacją roczników – choć co do zasady, zgadzają się, że pracownicy oświaty powinni zarabiać więcej, to specjalny dodatek motywacyjny przewiduje tylko 6 prezydentów.

Nauka zmianowa, ale nie w soboty

Rozwiązanie problemu podwójnego naboru prezydenci widzą za to w kierowaniu uczniów do szkół, których potencjał nie jest w tej chwili w pełni wykorzystany. Ten optymalny dla budżetu miasta pomysł oznacza jednak, że wielu uczniom będzie dwukrotnie trudniej dostać się do wybranych przez siebie szkół. „W niektórych (modnych) szkołach może wystąpić system zmianowy” – mówi Krzysztof Chojniak, prezydent Piotrkowa Trybunalskiego, i proponuje „zachęcenie młodzieży do wyboru szkół zawodowych”.

To może z kolei doprowadzić do tego, że w popularniejszych szkołach zostanie wprowadzony system zmianowy.

System zmianowy jest planowany m.in. w Zielonej Górze, Piotrkowie, Warszawie, Lublinie i Białymstoku. Prezydent tego ostatniego, Tadeusz Truskolaski, ostrzega, że „zajęcia będą trwały nawet do godziny 20”. Zdaniem Radosława Witkowskiego, prezydenta Radomia, konsekwencją będzie „brak możliwości organizacji zajęć rozwijających uzdolnienia, wyrównujących deficyty edukacyjne, przygotowujących do egzaminów zewnętrznych z uwagi na wydłużony czas pracy szkół i zwiększoną zmianowość”. Odetchnąć za to mogą ci, którzy obawiali się wprowadzenia nauki w soboty – to rozwiązanie rozważa tylko Łukasz Kulik, prezydent Ostrołęki.

Samorządowcy niezbyt entuzjastycznie podchodzą za to do pomysłu przeniesienia lekcji do innych budynków. Taki plan mają prezydenci Lublina, Bielska-Białej, Gorzowa Wielkopolskiego, Łodzi i wspomnianej wyżej Ostrołęki. W Bydgoszczy, Rafał Bruski, zapowiada „naukę w sąsiednich szkołach dysponujących wolnymi pomieszczeniami”. Janusz Kubicki, prezydent Zielonej Góry, liczy, że problem podwójnego rocznika uda się rozwiązać dzięki „zmianie organizacji pracy szkół – eksperymentom i innowacjom pedagogicznym”. Zaś pomysł Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy, to „wykorzystanie przestrzeni i kadry akademickiej do realizacji części zajęć dla uczniów”.

Bytom, Gdynia, Piekary Śląskie, Płock i Świnoujście dysponują odpowiednią infrastrukturą, by przyjąć większą liczbę uczniów. „Przy dobrze ustalonej sieci szkół i przy niżu demograficznym, w części powiatów jest to tylko po ok. 3 oddziały więcej” – wyjaśnia Janusz Żmurkiewicz, prezydent Świnoujścia.

Dojazdy, noclegi, sale sportowe

Dwukrotnie większa liczba uczniów w szkołach niesie za sobą też dalsze, mniej oczywiste wyzwania organizacyjne. „Zwiększenie miejsc w bursach i internatach” wymienia Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna, podobny problem wskazuje  Tadeusz Ferenc (Rzeszów) i Jacek Wójcicki (Gorzów Wielkopolski). Janusz Kubicki, prezydent Zielonej Góry, dodaje, że konieczne będą „zmiany rozkładu jazdy autobusów MZK i PKS”; reorganizacja ruchu będzie też konieczna w Jastrzębiu Zdroju i w Kaliszu.

Prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, z kolei podkreśla „konieczność dostosowania systemów stypendialnych, systemu doradztwa zawodowego, organizacji klas sportowych w związku z reformą oświaty”. Inni prezydenci zwracają uwagę na niewystarczającą bazę sportową i braki w wyposażeniu pracowni specjalistycznych np. w Lublinie. W Zielonej Górze natomiast wskazują na konieczność „zmiany godzin pracy instytucji współpracujących z jednostkami oświatowymi”, a w Kaliszu „zwiększone koszty eksploatacji placówek w związku ze zmianowością szkół”.

Rafał Piech z Siemianowic Śląskich martwi się o trudności z integracją dwóch roczników z “różnych środowisk”, a Piotr Kuczera z Rybnika o „sprawne przeprowadzenie naboru do szkół ponadpodstawowych i zapewnienie możliwie najszerszej i  konkretnej informacji dla rodziców i uczniów”. Marek Wojtkowski z Włocławka i Rafał Bruski z Bydgoszczy wskazują z kolei, że szkoły branżowe będą musiały znaleźć większą liczbę miejsc do praktycznej nauki zawodu u pracodawcy.

Samorządy, jako podmioty odpowiedzialne za organizację oświaty, zdają sobie sprawę z tego, że niestabilna liczba uczniów pociąga za sobą rozmaite, czasem trudne do przewidzenia, konsekwencje. „Od wielu lat realizowane są różne formy zmian w systemie oświatowym” – pisze w ankiecie Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni. - “Optymalnym byłoby - podkreśla - utrzymanie rekrutacji co roku na zbliżonym poziomie ilościowym – lepsze planowanie, strategiczne inwestycje, itp. Niestety z uwagi na zmiany: kumulacje roczników, zmiany w kontekście 6,7-latków sprawiają, że na każdym z poziomów nauczania liczba uczniów bardzo różni się. Powoduje to duże zmiany w zatrudnieniu, nierównomierne rozłożenie roczników, co skutkuje dodatkowymi kosztami.”

Podobał ci się tekst? Udostępnij go klikając w przycisk po prawej stronie!

Przeczytaj też najpopularniejsze teksty ostatnich tygodni

PE: Czy Unię czekają ostre cięcia finansowe?

Sejm: Drugie podejście rządu do reformy instytucji badawczych

PE: Posłowie przyjmą kolejną rezolucję o Polsce