źródło: Kancelaria Premiera

V4: Jesteśmy za (solidarnością), a nawet przeciw (relokacjom)

Czyli o tym, dlaczego kraje wyszehradzkie, liczące 64 mln ludzi, przez prawie dwa lata odmawiają przyjęcia 11 tys. azylantów

Magdalena Wnuk
Dodane 6 lipca 2017

Opieszałość krajów członkowskich Unii Europejskiej w realizowaniu relokacji uchodźców poddaje w wątpliwość, na ile spór o to narzędzie solidarnościowe jest jeszcze zasadny. Być może politycy wspólnoty powinni zainwestować czas i energię w wypracowanie nowego sposobu poradzenia sobie z problemem migracji.

Mechanizm relokacji został sformułowany we wrześniu 2015 r. jako rozwiązanie awaryjne dla Włoch i Grecji, które borykały się w tym czasie  z ogromnym napływem uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Rada UE wypracowała deklarację o nadzwyczajnym mechanizmie pomocy dla Grecji, Włoch i Węgier, jakim miały być przesiedlenia uchodźców do innych krajów członkowskich.

W głosowaniu 22 września deklarację Rady UE poparły 24 państwa, w tym Polska, której przewodniczył wówczas rząd Ewy Kopacz. Przeciwko były pozostałe trzy kraje wyszehradzkie: Czechy, Słowacja i Węgry, zostali jednak przegłosowani. Polska w sprzeciwie wobec mechanizmu relokacji dołączyła do członków grupy w 2016 r.

Rządy mają poparcie parlamentów krajowych. Słowaccy posłowie niemal jednogłośnie sprzeciwili się systemowi kwot jeszcze w czerwcu 2016 r. Sejm podjął aż 3 uchwały przeciwko mechanizmowi relokacji: 1 kwietnia 2016 r., 21 października 2016 r. i 2 grudnia 2016 r. Węgierski parlament uchwalił dokument, który choć ma moc rezolucji, został uchwalony jako akt prawny. Sprzeciwił się w nim decyzji rady UE z 22 września 2015 r.

Czescy posłowie, choć nie uchwalili żadnego aktu, podczas dwóch parlamentarnych debat w październiku 2015 r. i lutym 2016 r. argumentowali przeciwko przymusowym relokacjom.

Europosłowie raczej przeciwni. Na temat kryzysu uchodźczego na południu Europy oraz proponowanego w celu jego rozwiązania mechanizmu relokacji odbyło się w Parlamencie Europejskim 7 debat. Zabrało w nich głos 32 ze 106 posłów krajów V4: 17 z Polski, 10 z Węgier, 4 z Czech i jeden ze Słowacji.

W ostatnim głosowaniu w sprawie relokacji, które odbyło się 18 maja, 51 ze 106 europosłów z krajów V4 zagłosowało przeciwko rezolucji PE, ponaglającej państwa członkowskie do przyjęcia kwot uchodźców. 17 wstrzymało się od głosu, podczas gdy za rezolucją zagłosowało 14 (11 było nieobecnych, a 13 nie oddało głosu).

Wprost przeciwko relokacjom wypowiadają się członkowie frakcji konserwatywnej ECR i eurosceptycznych ENF czy EFDD. Socjaliści (S&D) są zwolennikami solidarności europejskiej i wznoszą postulaty stworzenia wspólnej polityki migracyjnej, nie zawsze jasno określając swoje stanowisko wobec relokacji. Większość centrowej EPP nie chce przymusowych kwot, ale nie są także stanowczymi przeciwnikami przyjmowania uchodźców. Żaden poseł z liberalnej ALDE (z V4 należą do niej tylko Czesi) nie zabrał głosu w debacie.

Głosowanie europosłów z krajów V4 nad rezolucją PE dotyczącą relokacji uchodźców, 18 maja 2017 r.
Create bar charts

Przyjrzeliśmy się argumentom, dotyczącym przyjmowania uchodźców, jakie padały z ust polityków V4 przez ostatnie dwa lata.

Przymusowe relokacje są naruszeniem suwerenności państw członkowskich. Rządy V4 krytykują odgórny, obligatoryjny dla państw członkowskich charakter relokacji.

Premier Węgier Viktor Orban w wypowiedzi z czerwca 2017 r. sprzeciwiał się „szantażom Brukseli” i oświadczył, że Węgry nie zgodzą się na przymusowe kwoty. Rząd węgierski swój pogląd deklaruje również niekonwencjonalnie: założył stronę internetową, na której publikuje antyuchodźcze i antyrelokacyjne hasła.  

Premier Czech w październiku 2015 r. Bohuslav Sobotka stwierdził, że Czechy są gotowe przyjąć ok. 1500 uchodźców, czyli tyle, ile określają kwoty, ale nie w ramach przymusowego mechanizmu relokacji, który jest ograniczeniem swobody państw członkowskich.

Podobne zdanie mają premierzy Polski i Słowacji. W maju 2017 r. Beata Szydło wyraziła solidarność w tej kwestii z innymi: - Nie ma w tej chwili możliwości, aby do Polski byli przyjmowani uchodźcy i na pewno nie zgodzimy się na narzucanie Polsce, ani innym krajom członkowskim jakichkolwiek przymusowych kwot.

Argument pojawiał się także wśród europosłów. Pogląd taki parokrotnie wyraził czeski poseł EPP Tomaš Zdechovsky (KDU-ČSL, EPP). Przymus, zdaniem Zdechovskiego, odnosi przeciwny skutek niż zamierzony, czyli bunt krajów członkowskich wobec obowiązkowej relokacji pod groźbą sankcji finansowych.

Ze Zdechovskim zgodziłaby się Anna Fotyga (PiS, ECR), która z kolei określiła relokacje jako „rozwiązanie pozatraktatowe, niedopuszczalne i przeciwskuteczne”. Podobne zdanie wyraziła Węgierka  Kinga Gal (Fidesz, EPP), a ze Słowacji – Branislav Škripek (OĽANO-NOVA, ECR).

Decyzje unijne nie mogą być podejmowane z pominięciem głosu mniejszości. Większość decyzji unijnych jest podejmowana większością głosów, nie jednomyślnie. Tylko niektóre kwestie, w tym dotyczące polityki obronnej, wymagają jednomyślności w Radzie UE.  

Przedstawiciele państw V4 chcieliby do nich dołączyć również rozwiązanie problemów uchodźców.

Czechy i Słowacja krytykują sposób, w jaki została podjęta decyzja o relokacjach – z pominięciem zasady jednomyślności. Czeska europosłanka Michaela Šojdrová dwukrotnie podczas debaty zwróciła uwagę na tę kwestię: w kwietniu 2016 r. i rok później. Podobne stanowisko wyraził Ryszard Czarnecki (PiS, ECR): - Decyzje Unii Europejskiej w tej sprawie powinny zapadać poprzez konsensus, a nie przegłosowanie mniejszości przez większość.

Zmuszanie do relokacji doprowadzi do kolejnych “exitów”. Czescy politycy z eurosceptycznych ugrupowań jako ostatecznego argumentu przeciwko unijnym obowiązkowym kwotom używają wyjścia z UE. Petr Mach (Svobodni, EFDD) stwierdził, że jeśli UE narzuci kwoty, to “większość czeskiego społeczeństwa nie będzie chciała zostać w takiej Unii Europejskiej”. Czeski rząd nie popiera jednak tego rozwiązania.

Zdaniem Michaeli Sojdrovej (KDU-ČSL, EPP) jednym z powodów Brexitu były obawy przed nielegalną migracją. Europosłanka stwierdziła również, że to nie Czechy są winne niepowodzeniu relokacji. Powodem niepowodzeń są trudności organizacyjne po stronie UE, które dodatkowo dowodzą, że mechanizm został źle zaprojektowany.  

Mechanizm relokacji jest bezcelowy, bo uchodźcy i tak nie pozostaną w biedniejszych krajach UE. - Polska ma problemy z imigrantami, których w ramach realizacji absurdalnej doktryny dublińskiej trzyma się w obozach koncentracyjnych i oni z nich chcą uciec – z Polski do Niemiec, do Austrii i innych krajów. - mówił w PE we wrześniu 2015 r. Janusz Korwin-Mikke (KORWiN, niezrz.). Podobny argument podnosił także czeski poseł Zdechovsky.

Uwagi obu posłów nie są oderwane od danych. Według danych Urzędu do spraw Cudzoziemców w Polsce w 2016 r. na 11997 spraw azylowych umorzono 9503 postępowania. Wiele z nich z powodu zniknięcia lub wyjazdu azylantów do innego kraju.

Z danych czeskiego ministerstwa spraw wewnętrznych wynika, że w Czechach w drugim półroczu 2016 r. jedna trzecia spraw o azyl kończyła się umorzeniem.

Uchodźcy i imigranci stanowią zagrożenie. Dla Polski głównym argumentem przeciwko regulacjom stało się bezpieczeństwo polskich obywateli. Rząd wiosną 2016 r. zwiększył kompetencje Urzędu do Spraw Cudzoziemców, odpowiedzialnego za procedury azylowe. Osoba relokowana będzie mogła zostać cofnięta, jeśli informacje na jej temat nie zostaną pozytywnie zweryfikowane przez UdsC. Mimo to, zdaniem Beaty Szydło, Polska nadal nie mogłaby mieć pewności, czy relokowani migranci nie będą stanowić zagrożenia.

Europoseł Sławomir Kłosowski (PiS, ECR) tak ujął kwestię zagrożenia z powodu kryzysu migracyjnego: - Bardzo bym prosił, żebyśmy doprecyzowali, kto jest uchodźcą, kto jest imigrantem. Ewentualnie ten miliard ludzi w kolejce sprowadzi na Europę ogromne zagrożenie - mówił. Bogdan Zdrojewski (PO, EPP) mówił o zagrożeniu terroryzmem, które powinno być brane pod uwagę w debacie na temat migracji.

Ataki terrorystyczne w Europie nie są bezpośrednim wynikiem kryzysu migracyjnego, ale mają związek z destabilizacją na Bliskim Wschodzie, spowodowaną działalnością Państwa Islamskiego. Zgodnie z informacjami Europolu ataki inicują nie tylko cudzoziemcy, ale także obywatele krajów europejskich i stali rezydenci.

Każdy kraj ma prawo bronić swoich granic. Zagrożenie spowodowane przez masową migrację było przedmiotem wypowiedzi także posłów węgierskich. W 2015 r. kryzys migracyny rozgrywał sie m.in właśnie na granicy węgierskiej. Do września 2015 r. o azyl w tym kraju wystąpiło ok. 170 tys. osób. Dla polityków węgierskich szczególne znaczenie miało prawo do obrony swoich granic. Podnosili to na forum plenarnym Zoltan Balczo, Andras Gyürk i Krisztina Morvai.

Podobnego argumentu w debacie użył polski europoseł Michał Marusik (KPN, ENF), stwierdzając, że “każdy kraj ma naturalne prawo do obrony.”

Jeśli nie relokacje, to co?

Posłowie krytykują mechanizm relokacji, ale propozycji innych rozwiązań jest niewiele.

UE powinna zwiększyć ochronę granic zewnętrznych. Zamiast relokacji politycy V4 z różnych stron politycznych proponują wzmocnienie granic UE Postulat ten padł z ust 11 europosłów - 5 Węgrów, 4 Polaków, 2 Czechów. Z polskich posłów dwukrotnie podkreślały tę potrzebę Lidia Geringer de Oedenberg (bezp., S&D) oraz Barbara Kudrycka (PO, EPP).

Zdaniem Kudryckiej należy zwiększyć kompetencje Frontexu, czyli Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej, która ma swoją siedzibę w Warszawie. - Jednak wydaje się, że potrzebne jest zwiększenie legitymacji Frontex-u, tak aby obszar patrolowany przez Frontex został rozszerzony na południe - mówiła w kwietniu 2015 r. Zmiana ta została zaproponowana przez Komisję Europejską pół roku później w grudniu.

Wspólna polityka migracyjna. Posłowie rzadko podejmują problem integracji uchodźców i imigrantów, którzy już są w Europie. Zdaniem Danuty Jazłowieckiej (PO, EPP): - Kluczowe są dodatkowe działania mające na celu zapewnienie spokoju i bezpieczeństwa w Europie, choćby pomoc uchodźcom w miejscu konfliktów, wygaszanie konfliktów w krajach Bliskiego Wschodu, a w przyszłości odpowiednie zintegrowanie przybyszów w naszym społeczeństwie bądź ich powrót do kraju pochodzenia.

Barbara Kudrycka (PO, EPP) w ramach wspólnej polityki migracyjnej zaproponowała, m.in. wzięcie pod uwagę w procesie relokowania uchodźców także sytuacji na rynku pracy w danym państwie. Był to odosobniony głos w debacie.

Solidarni w deklaracjach

Posłowie węgierscy, należący do demokratycznych partii opozycyjnych, powoływali się w swoich wypowiedziach na obowiązek solidarności europejskiej. Solidarność Petera Niedermüllera (DK, S&D) i Csaby Molnara (DK, S&D) wyrażała się jednak tylko w deklaracjach - obaj nie wzięli udziału w głosowaniu 18 maja 2017 r. nad rezolucją PE, wzywającą państwa członkowskie do przyjmowania uchodźców. Za rezolucja zagłosował za to Tibor Szanyji (MSZP, S&D), który na samym początku kryzysu skrytykował własny rząd za występowanie przeciwko wspólnotowemu podejściu do kryzysu migracyjnego.

Politycy Słowacji obwarowali się warunkami - zachowają solidarność, jeśli nie będzie to sprzeczne z bezpieczeństwem ich obywateli. Tak ujął to premier Robert Fico.

Róża Thun (PO, EPP) i Jarosław Kalinowski (PSL, EPP), opowiadając się za pomocą uchodźcom, stwierdzili, że jest to jeden z obowiązków chrześcijańskich. O ile jednak Thun jest zwolenniczką relokacji, o tyle Kalinowski nie uważał ich za najlepsze narzędzie niesienia pomocy: - Tak jak inni posłowie PSL nie zgadzam się na stałe kwoty relokacyjne uchodźców. Jednocześnie nie zgadzam się na odmawianie pomocy matkom z dziećmi, sierotom, nieletnim, którzy przebywają na terenie Grecji i Włoch. Oczywiście nie można nikogo zmuszać, by przyjechał do danego kraju, ale uważam, że Polska, w imię solidarności ludzkiej i europejskiej, jest w stanie i powinna przyjąć osoby najbardziej potrzebujące naszej pomocy.

Więcej na temat postawy solidarności wśród polskich posłów pisaliśmy we wrześniu 2015 r.

Wspólne stanowisko państw wyszehradzkich wobec kryzysu migracyjnego to jedno z najsilniej łączących tę grupę interesów politycznych na forum UE. Rządy popierają parlamentarzyści. Przeciwnicy relokacji, zwłaszcza w jej przymusowym, kwotowym wydaniu, nie mają wątpliwości, że należy je uznać za sprzeczne z suwerennością kraju. Chcą zwiększenia ochrony granic UE, odwołując się do bezpieczeństwa obywateli. Pojedynczych głosów za przyjmowaniem relokowanych uchodźców praktycznie w debacie politycznej nie słychać.

Wśród polityków krajów V4, oprócz apeli o zachowanie wartości chrześcijańskich i solidarności, brakuje konkretnych propozycji, jak rozwiązać problem uchodźców znajdujących się już w Europie. Argumenty za przyjmowaniem uchodźców rzadko odnoszą się do konkretnych rozwiązań, a z samych apeli o zachowanie wartości i solidarności, nie da się stworzyć wspólnego stanowiska politycznego. Mogłoby ono stanowić przeciwwagę dla negatywnie nastawionych do wspólnej polityki azylowej rządów V4.

Tekst powstał w ramach wspólnego projektu czterech organizacji: czeskiego Kohovolit.eu, słowackiego Demagog.sk, węgierskiego Atlatszo.hu oraz MamPrawoWiedziec.pl. Projekt „Bliżej polityki V4” jest finansowany z funduszu wyszehradzkiego. Współpraca przy zbieraniu i opracowywaniu danych: Jaroslav Bilek, Barbora Belovicka, Lenka Galetova, Emese Keyha.

Podobał ci się tekst? Udostępnij go klikając w przycisk po prawej stronie!

Przeczytaj też najpopularniejsze teksty ostatnich tygodni

Dziennikarstwo danych, czyli o samorządzie inaczej.

Nowa prawa w tym tygodniu (28 sierpnia - 3 września 2017 r.)

Europa wspólnych wartości?