Fot. Jan Arrhénborg / AGA

Wyszehradzki kwartet gra na wspólny gaz

"Tak" dla większego bezpieczeństwa dostaw i swobodnego przepływu gazu w UE, "Nie” dla narzucania przez UE ekologicznych paliw i unii klimatycznej. W sprawach energetycznych kraje wyszehradzkie wiele łączy. Różni je stosunek do dostaw z Rosji.

Magdalena Wnuk
Dodane 18 października 2017

Jednym z najważniejszych elementów tworzonej od kilku lat europejskiej unii energetycznej są regulacje związane z importem gazu do krajów Wspólnoty. Z gazu uzyskuje się 20 proc. energii zużywanej w Unii. Dwie trzecie surowca pochodzi z importu, w tym w 2016 r. 27 proc. z Norwegii, 18 proc. z Rosji i 17 proc. z Ukrainy, reszta m.in. z Białorusi, Algierii i Kataru (dane).

Zależność krajów członkowskich od zewnętrznych dostaw i rosnące zapotrzebowanie na gaz skłoniły polityków do szukania nowych rozwiązań dla unijnego rynku gazu. W 2014 r. Donald Tusk i pozostali przywódcy Grupy Wyszehradzkiej zaproponowali plan wzajemnej pomocy: – Chcemy, aby był to przykład dla całej Unii Europejskiej. W sytuacji niebezpieczeństwa energetycznego żaden kraj członkowski nie powinien być pozostawiony samemu sobie – mówił Tusk.

W kształtowaniu polityki energetycznej kluczową rolę odgrywa Parlament Europejski. Posłowie mają duży wpływ na kształt uchwalanych przepisów. Polacy biorą aktywny udział w tych pracach: w ostatnich dwóch latach sprawozdania w sprawie założeń i regulacji unii energetycznej przygotowało czterech: Marek Gróbarczyk (PiS, ECR), Adam Gierek (SLD-UP, S&D), Zdzisław Krasnodębski (PiS, ECR) i Jerzy Buzek (PO, EPP).

Więcej bezpieczeństwa i niższe ceny

Kraje wyszehradzkie zgłosiły pomysł unii gazowej, bo same wydobywają go niewiele, a za paliwo z importu płacą więcej niż Europa Zachodnia. Największy udział w produkcji energii gaz ma na Węgrzech, gdzie stanowi ok. 12 proc. całej wyprodukowanej w tym kraju energii, w Polsce jest to ok. 5 proc., a w Czechach i na Słowacji ok. 1 proc. (dane).

W Polsce ok. 75 proc. gazu jest sprowadzane ze Wschodu (głównie z Rosji), podobnie na Węgrzech – ok. 80 proc. W Czechach i Słowacji odsetek ten jest jeszcze wyższy i wynosi ponad 95 proc. Polska i Czechy płacą za rosyjski gaz najwyższe stawki w UE, więc negocjowanie cen razem z większymi biorcami, a także dywersyfikacja rynku dostawców, może im się tylko opłacić.

O unii gazowej w Brukseli mówiło się od 2009 r., kiedy Gazprom wstrzymał dostawy przez Ukrainę. Pierwsze rozporządzenie dotyczące postępowania w krajach członkowskich na wypadek kryzysu gazowego weszło w życie w 2010 r. Politycy unijni zabrali się do tworzenia kolejnych przepisów, zacieśniających unię gazową po zajęciu przez Rosję Krymu w 2014 r. Gazprom ponownie wstrzymał wówczas dostawy gazu przez rurociąg na Ukrainie, którym paliwo płynie też do krajów UE: m.in. do Słowacji, Czech i Austrii.

Po trzech latach w 2017 r. zostały przyjęte dwie nowe regulacje, które mają zwiększyć kontrolę UE nad dostawami gazu do krajów wspólnoty.

2 marca Parlament Europejski przyjął projekt dyrektywy, zgodnie z którym umowy na dostawę surowców energetycznych między krajem członkowskim a krajami trzecimi podlegają sprawdzeniu przez Komisję Europejską pod kątem zgodności z europejskim prawem.

12 września europosłowie przyjęli kolejny projekt, który ustanawia mechanizm solidarnościowy na wypadek niedostatku gazu w jednym z krajów członkowskich. W takiej sytuacji poratują go zapasy z magazynów sąsiada. Sprawozdania do obu projektów przygotowali Polacy: Zdzisław Krasnodębski (PiS, ECR) oraz Jerzy Buzek (PO, EPP).

Europosłowie V4 zdecydowanie poparli obie regulacje. Za pierwszą zagłosowało 83 ze 106, za drugą – 94 posłów. Czech Stanisław Polčák (Stan, EPP) podkreślił, że europejskie bezpieczeństwo energetyczne zależy od stanu rynków wewnętrznych krajów członkowskich, więc transparentność umów międzypaństwowych jest całkowicie uzasadniona. – Nasza pozycja jako ogromnego rynku pozwoli nam negocjować najlepsze warunki – dodał.

Podobne zdania ma Monika Flašíkova-Beňova (SMER, S&D). Uważa, że unia gazowa, a zwłaszcza weryfikacja umów międzynarodowych, zawieranych przez kraje członkowskie, może uchronić mniejsze kraje członkowskie przed zawarciem niekorzystnych kontraktów z dostawcami.

Wszystkie węgierskie ugrupowania popierają unię energetyczną. Niejasne jest jednak stanowisko premiera Viktora Orbana, który na własną rękę dogaduje się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w sprawie cen dostaw gazu do Węgier. Orban jest także zwolennikiem rozbudowy gazociągów biegnących z południa Europy.

Premier Węgier chce także zachować prawo do ustalania cen gazu, co kłóci się z prorynkowymi założeniami unii energetycznej. Od 2013 r. ceny gazu na Węgrzech reguluje specjalny urząd, co praktycznie zlikwidowało konkurencję na rynku. – Ceny gazu w europie spadły prawie o połowę, a Węgrzy płacą wciąż tyle samo co przed trzema laty – tak działania rządu krytykował podczas debaty europoseł opozycji Csaba Molnár (MSZP, S&D).

Tą sprawą zajmuje się już Komisja Europejska, która uważa, że to rozwiązanie może ograniczać prawo konsumentów do jak najkorzystniejszych cen.

Mniejsza zależność od gazu z Rosji

Podczas debat w Parlamencie Europejskim polscy posłowie za cel stawiali sobie uniezależnienie europejskiego rynku energii od rosyjskiego gazu. Stanowisko to popierają także rządy Polski, Słowacji i Czech.

Przed kilkoma tygodniami Witold Waszczykowski zapowiedział, że za pięć lat Polska nie będzie sprowadzała gazu z Rosji, która obecnie jest dostawcą połowy wykorzystywanego w Polsce surowca Miałby zastąpić go gaz z norweskiego szelfu i tani gaz łupkowy ze Stanów Zjednoczonych.

Aby ta zapowiedź się ziściła, potrzebne są nowe inwestycje (m.in. rozbudowa gazoportu w Świnoujściu i budowa nowego w Gdańsku), nowe umowy z dostawcami i zmiany w prawie. Jednak najnowsze regulacje, zamiast na dywersyfikację rynku gazu, kładą nacisk na bezpieczeństwo głównego pośrednika – spółki skarbu państwa PGNiGE. Ustawa z lipca nałożyła na polskich przedsiębiorców energetycznych handlujących gazem obowiązek magazynowania rezerw gazowych na wypadek kryzysu dostaw ze Wschodu, na które monopol ma właśnie PGNiG.

Nie wszystkim unijnym politykom zależy na energetycznym uniezależnieniu się od Rosji. Część, przede wszystkim polityków niemieckich, francuskich czy holenderskich, popiera rozbudowę sieci gazociągów biegnących ze Wschodu, m.in. pompującego gaz bezpośrednio z Rosji do Niemiec Nord Stream. Druga nitka bałtyckiego rurociągu pogorszy sytuację negocjacyjną Europy Środkowej i Wschodniej, ponieważ zmniejszy znaczenie tras przesyłowych biegnących przez Białoruś i Ukrainę do krajów wyszehradzkich i dalej na Zachód.

Grupa wyszehradzka nie ma jednolitego stanowiska w sprawie Nord Stream 2. Budowa gazociągu najmniej zagrozi Czechom i Węgrom, które mogą liczyć na wzmocnienie ich roli jako krajów tranzytu gazu z Niemiec do Europy Wschodniej. Z kolei Polska i Słowacja są zdecydowanie przeciwne inwestycji i zajmują stanowisko, że gazociąg nie prowadzi do dywersyfikowania źródeł gazu w Europie.

Zdaniem Jerzego Buzka (PO, EPP) druga nitka nie jest potrzebna, ponieważ istniejący już gazociąg Nord Stream jest wykorzystywany zaledwie w połowie. Gazociąg to inwestycja o znaczeniu politycznym dla Rosji: – Nie twierdzę, że ten gazociąg na pewno nie będzie budowany, bo w ostateczności Rosjanie zapewne byliby skłonni wybudować go nawet sami, ale nie ma dziś w UE nastroju i przyzwolenia na tę inwestycję – powiedział Buzek we wrześniu 2017 r. na spotkaniu z dziennikarzami w Warszawie.

Dla Czecha Miroslava Poche (ČSSD, S&D) Nord Stream jest niezgodny z unią energetyczną, której celem jest solidarne dzielenie się energią przez kraje członkowskie.

Adam Gierek (SLD-UP, S&D), europoseł również aktywny w temacie energetyki, uważa, że inwestycja jest niezbędna w obliczu rosnącego zapotrzebowania na gaz w Europie. Gierek widzi także alternatywę dla Nord Stream 2 – rozbudowę nitek odchodzących od innych gazociągów, które będą skuteczniej dywersyfikować rynek dostaw gazu.

Unia energetyczna nie jest możliwa bez rozwoju infrastruktury gazowej pomiędzy poszczególnymi państwami członkowskimi. W Polsce w ostatnich latach udało się uruchomić tzw. rewers na gazociągu jamalskim, który umożliwia przesyłanie gazu nie tylko w kierunku wschód-zachód, ale także zachód-wschód. Póki co jednak tą drogą płynie rosyjski gaz z Niemiec.

Unia gazowa tak, energia odnawialna może jeszcze poczekać

Unia energetyczna to nie tylko wzajemne wsparcie na wypadek przerw w dostawie gazu, ale także plany zwiększenia udziału źródeł odnawialnych w produkcji energii. Te zapisy cieszą się mniejszym poparciem krajów V4, które wykorzystują duże ilości paliw kopalnych. Nacisk UE na dekarbonizację stanowi szczególne wyzwanie dla Polski. W kraju węgiel stanowi ok. 80 proc. wydobywanych surowców energetycznych i zapewnia tyleż zużycia.

Warszawa ma ostatnio wsparcie w Budapeszcie – premier Węgier przedstawia się w mediach jako obrońca polskiej polityki węglowej. W maju 2017 r. podobne stanowisko wyraził również węgierski parlament w uchwale, krytykującej propozycję pakietu czystej energii Komisji Europejskiej. Jednym z jego założeń jest właśnie odchodzenie od spalania paliw kopalnych i zwrot ku energetyce odnawialnej.

Zdaniem polityków z krajów wyszehradzkich ujednolicanie rynku energii w UE zagraża swobodzie kształtowania koszyków energetycznych przez kraje członkowskie. W Parlamencie Europejskim ten wątek podnosili wszyscy posłowie z V4. Byli wśród nich nawet zwolennicy odnawialnych źródeł energii, jak Słowaczka Jana Žitňanská (ECR, OĽANO-NOVA):

– Rezolucja zawiera kilka pozytywnych elementów, jak więcej wsparcia na rynku dla źródeł odnawialnych. Z powodu jednak negatywnych kwestii, takich jak ustalanie koszyków energetycznych na poziomie europejskim, zamiast narodowym, zdecydowałam zagłosować przeciwko rezolucji – poinformowała Słowaczka.

Więcej zielonej energii w europejskim koszyku energetycznym popierają czescy europosłowie z lewicowych ugrupowań S&D i GUE/NGL. Posłowie z tych frakcji byli najbardziej aktywnymi uczestnikami debaty na temat unii energetycznej ze wszystkich czeskich posłów.

Kraje wyszehradzkie silne na arenie europejskiej

Jak ocenia serwis Votewatch, wyszehradzcy europosłowie są jednymi z najbardziej wpływowych w unijnej polityce energetycznej. Polacy są mocni nie tylko liczbą głosów, ale także jako współtwórcy przepisów.

Pozycję Polski w polityce energetycznej UE wzmacnia dość jednolite stanowisko wszystkich ugrupowań politycznych w tej sprawie. Polacy w większości nie są zwolennikami szybkiego przejścia do alternatywnych źródeł energii. Również Gierek z Sojuszu Socjalistów i Demokratów za priorytetowe uważa inwestycje w termomodernizację budynków, ponieważ wytwarzanie ciepła jest jednym z podstawowych źródeł dwutlenku węgla w atmosferze.

Unia energetyczna jest jednym z najważniejszych projektów unijnych. Ma nie tylko zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne krajów członkowskich, ale także dostarczyć przykładu, że solidarność europejska jest możliwa i się opłaca. Jest to też jeden z projektów, w których Węgrzy, Czesi, Słowacy i Polacy mają wspólne interesy. Dzięki liczebnej reprezentacji i aktywności swoich polityków są w stanie wpływać na kształt nowych przepisów.  

V4 | Gaz
Infogram
Podobał ci się tekst? Udostępnij go klikając w przycisk po prawej stronie!

Przeczytaj też najpopularniejsze teksty ostatnich tygodni

Sejm: Rząd szykuje zmiany w służbie zdrowia

Sejm: Czy nie będzie już BORu?

Kukiz'15 wraca do walki o JOWy