Fot. UP9 / Wikimedia Commons

Dlaczego z krajów wyszehradzkich tylko Polska chce wspierać Ukrainę?

Od wybuchu wojny na Krymie polski rząd deklaruje wsparcie dla Kijowa, ale w kraju gra na antyukraińskich sentymentach. Słowacy, Węgrzy i Czesi sprzeciwiają się unijnym sankcjom na Rosję i zacieśniają więzy ekonomiczne z Kremlem. 

Wojciech Gąsior
Dodane 23 lutego 2018

Partnerstwo Wschodnie od samego początku w 2009 r. było uwikłane w trudne relacje na linii UE-Rosja. Unijni dyplomaci jak mantrę powtarzają, że program nie dąży do poszerzenia Wspólnoty, nie jest wymierzony w Rosję i nie każe wybierać uczestnikom między Brukselą i Kremlem. Chodzi wyłącznie o „namacalne rezultaty dla obywateli”.

Program Partnerstwa, w którym oprócz Ukrainy uczestniczą Armenia, Azerbejdżan, Białoruś, Gruzja i Mołdawia, łączy zachęty ekonomiczne i grożenie palcem. Uczestniczące w nim państwa zobowiązują się modernizować i reformować w duchu unijnych dogmatów, podnosić jakość życia obywateli i szanować „wspólne europejskie wartości”. W zamian płyną do nich pieniądze z UE (głównie w formie pożyczek i gwarancji). W zamian przedsiębiorcy Unii mają łatwiejszy dostęp do wschodnich rynków – od 2004 r. eksport z UE do EaP niemal podwoił się.

Mimo to na Zachodzie wielu polityków uważa, że UE powinna jeszcze raz zastanowić się, czy inwestować w pomoc dla Ukrainy. Zarówno na lewicy (brytyjski labourzysta Jeremy Corbyn) jak i na prawicy (francuska liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen) są tacy, którzy przekonują, że Ukraina należy do „rosyjskiej strefy wpływów”. Agresję Władimira Putina tłumaczą „obroną własnych interesów”, którym rzekomo zagraża wschodnia aktywność UE.

V4 skręca w kierunku Rosji

W oficjalnych komunikatach dyplomaci grupy wyszehradzkiej wyrażają „oburzenie i szok” nielegalnym zajęciem Krymu, ale ich rządy nie unikają już energetycznej i gospodarczej współpracy z Kremlem.

Blisko 100 proc. czeskiego i słowackiego gazu pochodzi z Rosji. Węgry z własnych zasobów wytwarzają wyłącznie jedną piątą gazu. Resztę w 90 proc. importują z Rosji. Również Polska czerpie z zewnątrz trzy czwarte tego paliwa z czego 90 proc. ze Wschodu. Wszystkie państwa próbują dywersyfikować źródła, ale – nieważne, czy ze Wschodu, czy z Południa, czy z Zachodu – gaz zużywany w V4, przeważnie pochodzi z Rosji. Budapeszt i Kreml łączy jeszcze projekt rozbudowy za rosyjskie pieniądze postsowieckiej elektrowni atomowej Paks, która zaspokaja ponad połowę krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną.

Przeczytaj nasz tekst o bezpieczeństwie gazowym.

Współpracę ekonomiczną z Rosją najchętniej rozwija prezydent Czech, Miloš Zeman. Choć do Rosji trafia niespełna 2 proc. czeskiego eksportu, Zeman dostrzega w rosyjskim rynku szansę dla krajowych film. I chociaż w czerwcu 2017 r. UE przedłużyła sankcje ekonomiczne wobec Rosji, to w listopadzie spotkał się w Moskwie z Putinem i Dmitrijem Miedwiediewem. Towarzyszyła mu delegacja 129 czeskich przedsiębiorców – największa od 25 lat.

Wcześniej tego samego roku, na spotkaniu Rady Europy stwierdził, że aneksja Krymu jest „faktem dokonanym” i dialog z Kremlem powinien dotyczyć kompensacji finansowych dla Ukrainy.

Słowa prezydenta potępił ówczesny premier Czech, Bohuslav Sobotka, ale w grudniu na stanowisku szefa rządu zastąpił go Andrej Babiš – nazywany czeskim Donaldem Trumpem miliarder, który do polityki wszedł, żeby zmienić „skorumpowany system”. Jego stosunek do Rosji i Grupy Wyszehradzkiej cechuje pragmatyzm. Gdy portal Politico zapytał Babisa, czy Putin ponosi odpowiedzialność za aneksję Krymu i jej konsekwencje, odparł: „Kto wie, co jest prawdą, a co nie jest”.

Słowacja też mówi w sprawie Ukrainy dwoma głosami. W listopadzie 2017 r. jej prezydent, Andrej Kiska, w Parlamencie Europejskim w Strasburgu przestrzegał przed znoszeniem sankcji ekonomicznych nałożonych na Rosję oraz przekonywał o konieczności pomocy dla Ukrainy. W tym samym czasie w Dumie w Moskwie Andrej Danko, przewodniczący słowackiego parlamentu, chwalił Rosję jako „filar światowego pokoju” i mówił o „wszechsłowiańskiej jedności”.

Danko należy do Słowackiej Partii Narodowej (SNS), która od momentu powstania w 1990 r.  konsekwentnie zajmuje prorosyjskie stanowiska. SNS wchodzi w skład rządzącej koalicji razem z socjaldemokratami Roberta Fico, konserwatywno-liberalnym Most-Híd i centro-prawicowym ugrupowaniem SIEŤ. Danko i jego partia to przykład coraz częstszego w Europie Wschodniej fenomenu partii, które łączą nacjonalistyczną retorykę z prokremlowskimi sympatiami.

Za Ukrainę nie zamierza też umierać Robert Fico, premier Słowacji. Jest przeciwny unijnym sankcjom wobec Rosji, które nazywa „wymachiwaniem szabelką” przez Brukselę. Gdy Słowacja przewodniczyła Radzie Unii Europejskiej w drugiej połowie 2016 r., Fico spotkał się z Putinem na Kremlu, by rozmawiać o możliwości wzmożenia wymiany handlowej między oboma państwami.

Na Węgrzech Viktor Orban o Rosji wypowiada się w tonie pragmatycznym: – Nie możemy wybrać naszych sąsiadów i nie możemy wybrać, kim będą najsilniejsi gracze. Żyjemy tam, gdzie żyjemy. Leżymy między dwoma dużymi państwami [Rosją i Niemcami], oba mają militarną, ekonomiczną siłę i wpływ, który zawsze będzie obecny w Europie Środkowej. To nie może zostać wyłączone. Może być tylko mądrze zarządzane – mówił w rozmowie w rządowym Kossuth Radio w lutym 2015 r.

Orban, podobnie jak Zeman, nie zamierza rezygnować z interesów z Putinem, ale w oficjalnych komunikatach trzyma się linii Unii. W Parlamencie Europejskim w ośmiu najważniejszych debatach o Ukrainie przedstawiciele Fideszu, partii Orbana, głos zabrali tylko raz. Posłanka Andrea Bockskor, która mieszka na Ukrainie i ma podwójne węgiersko-ukraińskie obywatelstwo wyraziła pragnienie, by na Ukrainę powrócił pokój, stabilność, demokracja i żeby państwo integrowało się w ramach struktur euroatlantyckich.

Najbardziej przychylną działaniom Rosji węgierską siłą polityczną są nacjonaliści, a konkretnie Jobbik – skrajne ugrupowanie na prawo od Fideszu Orbana. Jego posłowie w Parlamencie Europejskim przekonują, że Unia powinna respektować „prawo obywateli Krymu do samostanowienia”. Chodzi o referendum na Krymie, w którym 97 proc. głosujących opowiedziało się za secesją. Legalność głosowania jest jednak wątpliwa, ponieważ nie było monitorowane przez organizacje międzynarodowe. Obserwatorzy OBWE, którzy próbowali wjechać na półwysep, zostali ostrzelani. Jobbik domaga się też od Ukrainy, żeby „szanowała mniejszości etniczne” (w tym Węgrów żyjących na Zakarpaciu).

Polska pomostem

Wyjątek wśród pragmatycznych państw Grupy Wyszechradzkiej stanowi Polska, kod 2004 r. próbuje być pomostem między Ukrainą a Zachodem. Od kiedy Aleksander Kwaśniewski mediował między liderami ukraińskiej pomarańczowej opozycji a prorosyjskim premierem Wiktorem Janukowyczem, europejskie aspiracje Ukraińców wspierali wszyscy kolejni prezydenci. Identyczne stanowisko prezentowali ministrowie spraw zagranicznych od Adama Rotfelda (rząd SLD), przez Stefana Mellera i Annę Fotygę (PiS) po Radka Sikorskiego (PO) i Witolda Waszczykowskiego (PiS).

Od 2015 r. w debacie na temat Ukrainy pojawiły się inne głosy. Poseł Robert Winnicki, członek ONR, przyjęcie przez posłów PiS wspólnej deklaracji pamięci i solidarności z Ukrainą w październiku 2016 r. nazwał “kolaboracją z ukraińskimi banderowcami”. Ugrupowanie, które wprowadziło narodowców do Sejmu – Kukiz’15 – również krytykuje politykę pomocy Ukrainie.

Dla Pawła Kukiza głównym problemem w stosunkach polsko-ukraińskich jest historia, a w szczególności cześć, jaką Ukraińcy otaczają nacjonalistyczne formacje OUN-B i UPA, które były odpowiedzialne za czystkę etniczną Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 40. XX w. W czerwcu 2016 r. Paweł Kukiz na Twitterze sugerował że „piekło”, które mają Ukraińcy w Donbasie, może być „karą za niewyspowiadane grzechy”.

Napięcia towarzyszą wizytom polskich ministrów na Ukrainie. W październiku 2017 r. Piotr Gliński, minister kultury, podczas wizyty w Kijowie domagał się, aby Ukraińcy umożliwili ekshumacje Polaków zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej, ale jego żądania zostały odrzucone. W listopadzie Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych pogroził we Lwowie zakazem wjazdu do Polski ukraińskim urzędnikom dopuszczającym się ”antypolskich działań”. W ostatnich tygodniach nastroje na Ukrainie zaognia nowelizacja ustawy o IPN, która przypomina „zbrodnie ukraińskich nacjonalistów i członków ukraińskich formacji kolaborujących z Trzecią Rzeszą Niemiecką”. Ten zapis zaproponowali posłowie Kukiz’15.

Uchodźcy tak – ale z Ukrainy

Państwa Grupy są faktycznie, a nie tylko w oficjalnych komunikatach, zgodne w sprawie ukraińskich imigrantów, których przywódcy V4 z uporem nazywają uchodźcami. Pierwsza w styczniu 2016 r. przyjęcie miliona uciekinierów z Ukrainy ogłosiła w PE Beata Szydło. Miliona uchodźców doliczył się w swoim kraju Wiktor Orban. Wówczas Grupa ramię w ramię toczyła bój z Komisją Europejską o relokacje prawdziwych uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki i Ukraińcy doskonale nadawali się do poprawienia wizerunku „bezdusznej” wyszehradzkiej czwórki.

Kraje V4 czerpią korzyści z imigracji z Ukrainy. W styczniu 2017 r. „Dziennik Gazeta Prawna” donosił o utworzeniu międzyministerialnego zespołu do przygotowania reformy polskiego systemu przyjmowania migrantów. – Interesuje nas wpisanie polityki migracyjnej w strategię rozwoju gospodarczego w celu uzupełniania niedoborów na rynku pracy, a nie kwestia uchodźców czy azylantów – komentował Jacek Kwieciński, wiceszef resortu rozwoju. Na rynkach pracy V4 pożądani są m.in. ukraińscy lekarze i specjaliści od IT.

Większość pracowników z Ukrainy trafia do Polski – szacuje się, że w 2017 r. było to ok. 2 mln – ale na rynkach pracy pozostałych państw Grupy też coraz więcej jest Ukraińców.

Którędy do Europy?

Bruksela zaczęła dostrzegać kraje z dawnego bloku sowieckiego takie jak Gruzja, Armenia, Mołdawia czy właśnie Ukraina dopiero po poszerzeniu Wspólnoty w 2004 r. o 10 nowych państw ze Wschodu (w tym Polskę i pozostałe państwa V4). Częściowo właśnie dzięki politykom z nowej unii, którzy lepiej znali Wschód i lepiej rozumieli jego problemy i aspiracje. Polska dyplomacja ze wspierania ukraińskiego zbliżenia się z Unią i NATO uczyniła swój prestiżowy projekt.

Obecnie ten projekt trzeszczy w szwach. Od lutego 2014 r. i zajęciu Krymu przez Rosję politycy V4 wspierają Ukrainę najwyżej w oficjalnych ministerialnych komunikatach. W praktyce zacieśniają relacje polityczne i gospodarcze z Rosją. Wyjątek stanowi Warszawa, ale prowadzona ciężką ręką polityka historyczna PiS-u co rusz rodzi nowe polsko-ukraińskie napięcia. PiS ma po prawej stronie narodowców, którzy na każdą próbę dialogu z Ukraińcami grzmią o zdradzie narodowej.

Na dodatek pozycję Polski w Unii i w Grupie osłabił ciągnący się od dwóch lat spór o praworządność, który w grudniu 2017 r.eskalował po tym, jak Komisja Europejska uruchomiła przeciw Polsce artykuł 7. – po raz pierwszy w historii Wspólnoty. Pozostałe państwa V4,  choć między nimi i Brukselą też dochodzi do zatargów, przeważnie rozgrywają je znacznie skuteczniej niż Polska – m.in. złagodziły konflikt o relokacje i zmusiły Komisję do działania w sprawie podwójnych standardów na rynku żywności.

Wynik negocjacji z Rosją i utrzymanie sankcji przeciwko Kremlowi również zależy przede wszystkim od Niemiec i Francji – z Putinem w tzw. formacie genewskim negocjują Merkel i Macron. Opuszczona przez większość partnerów w regionie Ukraina gwarancji swojego bezpieczeństwa musi szukać przede wszystkim na Zachodzie, a najkrótsza polityczna droga do Berlina i Paryża nie wiedzie już przez Warszawę.

Tekst powstał w ramach wspólnego projektu czterech organizacji: czeskiego Kohovolit.eu, słowackiego Demagog.sk, węgierskiego Atlatszo.hu oraz MamPrawoWiedziec.pl. "Projekt Bliżej polityki V4" jest finansowany z funduszu wyszehradzkiego. Współpraca przy zbieraniu i opracowywaniu danych: Iva Sojkova, Barbora Belovicka, Lenka Galetova, Emese Keyha.

v4
Podobał ci się tekst? Udostępnij go klikając w przycisk po prawej stronie!

Przeczytaj też najpopularniejsze teksty ostatnich tygodni

PE: Czy Unię czekają ostre cięcia finansowe?

Sejm: Drugie podejście rządu do reformy instytucji badawczych

Nowe prawa w tym tygodniu (30 kwietnia - 6 maja 2018 r.)